Masz auto rodem z „Szybkich i wściekłych” – ścigasz się, czy odpuszczasz?

Jak nie ulec pokusie „wściekłej” jazdy w mieście, kiedy ma się auto z mocą przekraczającą na przykład 400 KM? Jak wyzbyć się chęci „depnięcia” spod świateł, czy wyścigów z ulicznymi rywalami? Da się?